Komentarz do Ewangelii na 25 grudnia – J 1,1-18

„Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”- myślą przewodnią ewangelii Janowej jest ukazanie Boga, jako Tego, który jest i był początkiem wszystkiego. Wszechmocnego i Wszechwiedzącego Cudotwórcę, który poprzez Słowo stwarza świat, a zarazem umiłowanego Ojca, który powołuje do życia swoje dziecko, czyli człowieka. Ta odwieczna niepojęta miłość, która była i jest w Bogu, a która jednocześnie jest Bogiem odzwierciedla się w stworzeniu, jako tym, co piękne, niepowtarzalne. Bóg nie chcąc być sam we wszechświecie powołuje do życia człowieka na swój obraz i podobieństwo uzmysławiając mu jednoznacznie jego przynależność, a zarazem wielkość, jako istoty podobnej do samego Boga.  Fakt ten ukazuje nam prawdę, kim jesteśmy dla Boga, ile dla niego znaczymy. Ukazuje nam prawdę, że sam bóg nas nie umniejsza w stosunku do siebie, przeciwnie, my, jako Jego dzieci jesteśmy, albo byliśmy Jego odbiciem. Byliśmy, dlatego ponieważ grzech pierwszych ludzi odebrał nam niejako tę boskość, którą przypisał nam Ojciec. Jednak tej boskości nie utraciliśmy na zawsze. Nasza egzystencja na wygnaniu nie utraciła sensu, ponieważ Bóg chce naszego powrotu, a nie naszej śmierci. Bóg chce abyśmy żyli razem z Nim – wiecznie. Człowiek jednak poprzez grzech pierworodny niejako udowodnił, kim jest. W swej pysze i chciwości zapragnął stać się panem własnego losu, zapragnął sam decydować o wszystkim, chcąc być jak Bóg. Nie wystarcza nam już fakt, iż Stwórca obdarzyła nas czymś więcej niż On sam, mianowicie dał nam ciało, kiedy to On jest Duchem. Ten fakt jednoznacznie potwierdza, że miłość Boża do nas przerasta nasze wszelakie wyobrażenie, jednocześnie uzmysławia nam, w jaki sposób odpowiadamy na tę miłość? Jakiej miłości od nas oczekuje Bóg? Odpowiedź odnajdujemy w Jego Synu Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu, którego posłał na świat po to, aby nas o niej pouczył. Jak wielka to miłość widzimy nie tylko w życiu Jezusa, jego nauczaniu, ale przede wszystkim w Jego śmierci. To przecież za nas oddał Swoje życie. „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje życie swoje za przyjaciół swoich” – te słowa Chrystusa mówią same za siebie. To nie oznacza, że Chrystus oczekuje od nas, aż takiej miłości, naszym zadaniem jest kochać tu i teraz, tam gdzie jesteśmy i gdzie będziemy. Naszym zadaniem jest wierzyć i ufać Temu, który nas posłał, temu, który Jest naszym Ojcem, Bratem i najlepszym Przyjacielem zarazem, dlatego też miłujmy naszych braci (także nieprzyjaciół), jakby byli naszymi ojcami, braćmi i najlepszymi przyjaciółmi. Na pozór, to tylko piękne słowa nie możliwe do zrealizowania. Dla człowieka niemożliwe, ale nie dla Boga, który w każdej chwili wyciąga do nas swą Ojcowską dłoń, która pragnie nas uchwycić i wciągnąć, nie na siłę w swe Ojcowskie ramiona. Ta dłoń może wszystko… „o ileż więcej Ojciec może uczynić dla swego dziecka”.

Boże Narodzenie to czas, w którym realizuje się Boży zamysł, plan. Bóg niewinnie wkracza w nasze życie. Wkracza nie po to, aby nas osądzić, lecz po to, aby nas ocalić. Po to, aby nas zbawić. Aby to, co kiedyś było piękne, piękne pozostało, albo by się stało – jeszcze piękniejsze.

br. Robert OCist