XXVII Niedziela Zwykła

Przypowieść o zbuntowanych „dziedzicach Królestwa Bożego”

Pole, na którym uprawia się winorośl dająca winogrona, nazywamy winnicą. W naszej codzienności widok pól winnicowych należy do rzadkości. Jak dobrze wiemy, nie sprzyja temu strefa klimatyczna, w której żyjemy. Krajobraz winnic w czasach Jezusa był czymś zwyczajnym i w Palestynie był jedną z typowych oznak dobrobytu na tej ziemi. Te uprawne posiadłości ziemskie często należały do właścicieli spoza granic Palestyny, dlatego dzierżawcy byli zobowiązani – zgodnie z prawem – do oddawania części zbiorów właścicielowi winnicy. Nie zawsze spotykało się to z aprobatą ze strony pracujących przy uprawie winnej latorośli.

Pieśń o winnicy z Księgi Izajasza (5, 1-7), którą czytamy w pierwszym czytaniu, ma postać alegorii, gdzie poszczególne obrazy odpowiadają rzeczywistości duchowej. Prorok w poemacie opowiada o trosce, jaką Bóg otacza swój lud, których obrazem jest oblubieniec i winnica. Oblubieniec ze swej strony nie zaniedbał niczego: wybrał najbardziej właściwy teren – żyzne i nasłonecznione zbocze pagórku, przygotował odpowiednio glebę – okopał ją i oczyścił z kamieni, zbudował ogrodzenie, a pośrodku plantacji wieże, w której wartę pełnili strażnicy w porze owocowania. Potrzeba kamiennej i okrągłej wieży świadczy o zamożność właściciela oraz o wielkości strzeżonej uprawy. A myśląc już o zbiorach, umieścił w niej tłocznię wraz z kadzią do wygniatania winogron. Praca nad urządzeniem winnicy i zaopatrzenie jej we wszystko, co potrzebne do produkcji wina, symbolizuje tu Bożą opiekę nad narodem wybrany, która – jak czytamy – była wszechstronna. Za wielką miłość i troskę Bóg ma prawo oczekiwać dorodnych owoców wierności: szacunku i miłości do innych ludzi. Tym większy więc był Jego zawód, kiedy winnica nie wydała spodziewanego urodzaju, rodząc jedynie bezwartościowe i cierpkie jagody. Dlatego Bóg opuszcza swoje dziedzictwo i skazuje je na zagładę. Pieśń o winnicy opowiada zatem o wywyższeniu Izraela, jak i o jego niewdzięczności, niewierności oraz karze.

Motyw winnicy jako narodu wybranego, pojawia się wiele razy na kartach Starego Testamentu. Jest on również wykorzystany przez Jezusa w ewangelicznej przypowieści o zbuntowanych dzierżawcach winnicy. Kiedy prorok Izajasz piętnuje niewierność całej społeczności winnicy, Jezus zgania złych dzierżawców i zbuntowanych rolników. Słudzy zaś w przypowieści symbolizują proroków, których Bóg wysyłał do swego ludu, aby dopominać się o plon sprawiedliwości Jemu należny. Izrael nie chciał jednak przyjąć ich posłannictwa, dlatego ich prześladował i zabijał. Śmierć poprzez ukamienowanie, sugeruje wspólną odpowiedzialność, ponieważ śmierć tego rodzaju nie jest dziełem jednostki. Jak czytamy dalej: W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna (Mt 21,37). Nie oszczędzili nawet i syna, którego także wyrzucili z winnicy i zabili (w. 41). Smutny epilog przypowieści otwiera się jednak na nadzieję, ponieważ śmierć syna właściciela winnicy wyobraża śmierć Jezusa Chrystusa, przez którego świat został odkupiony. Bóg decyduje się poświęcić nawet życie swojego Syna, aby uratować winnicę – swój lud. Dlatego mówię wam: Królestwo Boże będzie od was zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce (w. 43). Konkluzja przypowieści dobrze oddaje jej sens: w miejsce odrzuconego ludu starego przymierza wchodzi nowy Lud Boży – Kościół jako prawdziwy Izrael. W Konstytucji soborowej Lumen gentium Kościół jest przedstawiany także jako gospodarstwo czy rola Boża. Ta nowa winnica Pańska jest wezwana przez Ojca, aby przynosiła owoce odkupienia i zbawienia w każdym czasie i na każdym miejscu, szafując świętymi sakramentami Chrystusa.

Święty Augustyn komentuje to w ten sposób, że „Bóg nas uprawia, tak jak pole, aby nas uczynić lepszymi”. Zastosujmy tą przypowieść do naszego życia. Chrystus mówi w przypowieściach, aby odczytać, odkryć często o wiele więcej niż wydaje się na pierwszy żyt oka. Rzeczywiście Gospodarz – Chrystus, założył swoją winnicę w moim życiu. Otoczył mnie: brata, siostrę, męża, żonę, rodzica…. murem łaski. Wykopał w niej prasę moich talentów, dobrych pragnień i zbudował wieżę perspektyw, wizji, celów, zbawienia. Oddał mi ją w dzierżawę, mnie – konkretnie mnie. Ja się powinienem tą winnicą w moim życiu zachwycić, jak się pewnie zachwycili ci rolnicy. Ale Chrystus oczekuje nie tego, abym gospodarował tą winnicą tylko tą siebie, ale dzisiaj do mnie mówi: Ta winnica jest przeznaczona dla Kościoła i ty musisz tą winnicę uprawiać dla Mnie. Nie dla swoich pragnień, nie dla swojego egoizmu i nie dla swoich, różnego rodzaju, emocji i uczuć. Ale dla Mnie, tzn. być człowiekiem sumienia, wypełniając z oddaniem i rzetelnie obowiązki stanu… Panie, ale jak? Co mam uczynić, abym nie był, jak ten rolnik, który obdarzony tak wielkimi darami, w którymś momencie się odwrócił, bo coś więcej wie, bo jestem przystojny, mądrzejszy, bo coś więcej osiągnąłem, bo Cię po prostu Boże już nie potrzebuję. Każdy z nas, nie zależnie od tego, w którym rzędzie społecznym siedzi, na jakim etapie uprawiania tej winnicy jest, musi być eucharystyczno – centryczny. Nasza pobożność musi zmierzać ku temu źródłu. Ku żywej obecności Chrystusa Pana tu na ziemi, aby napełniać się Jego miłością i mocą, a w niedalekiej przyszłości móc dostąpić dziedzictwa Królestwa Bożego.

Mocno zakorzenieni w wierze, w kamieniu węgielnym, którym jest Chrystus, trwajmy w Nim tak jak latorośl, która nie może przynieść owocu sama z siebie, o ile trwa w winnym krzewie. Tylko w Nim, przez Niego i z Nim buduje się Kościół, lud Nowego Przymierza”. (Benedykt XVI)