XXV Niedziela Zwykła, rok A

„A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze[…]Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

Dla Boga wszyscy jesteśmy równi. Jedynie od nas samych zależy, czy będziemy pierwsi, czy też ostatni. Argumentując słuszność powyższego stwierdzenia nie tylko na podstawie Ewangelii Mateuszowej spróbujmy wgłębić się chociażby w dłuższą lub krótszą historię naszego życia. Czy nie znalazłaby się tam analogiczna sytuacja, która chociaż trochę utożsamiałaby nas z ewangelicznymi robotnikami, czy to w kontekście tych pierwszych, którzy przyszli do winnicy, czy też ostatnich? Czy i my nie mieliśmy lub mielibyśmy podobnych pretensji, żalu do pracodawcy, który by uczynił z nami podobnie? Jednak spójrzmy na treść tej Ewangelii trochę w inny sposób. Patrząc z perspektywy wieczności spróbujmy objąć tym jednym dniem pracy w winnicy całe nasze życie. Czy i my czasami nie staliśmy w nim bezczynnie tak jak ci robotnicy? Czy nie mówiłem sobie, a jeszcze mam czas na to by się zmienić, jestem jeszcze młody, całe życie przede mną. Albo czy nie zdarzyła się sytuacja, gdy ktoś z naszych bliskich lub nieco dalszych braci odniósł zupełnie nagle jakiś sukces życiowy, a my zamiast mu gratulować, to czynimy podobne, wewnętrzne żale, wyrzuty (i to czasami w stosunku do Stwórcy)? Na przykład: ja całe życie harowałem lub haruję a nigdy mi się to nie udało, lub dlaczego to właśnie mnie tylko spotyka nieszczęście a innych nie? Nie zawsze łatwo jest odpowiedzieć na to lub podobne pytanie?  Jednego natomiast możemy być pewni – Bóg nikogo i nigdy nie pozostawił i nie pozostawi samemu sobie, szczególnie tego, który stara się w mniejszy lub większy sposób być Mu wierny. On codziennie udziela nam różnorakich znaków dotyczących naszego jestestwa, które nie jest przecież naszym wymysłem, ale wymysłem Stwórcy. To On przez dobrowolne, niezasłużone przez nas łaski pragnie nas doprowadzić do prawdziwego celu naszego życia, jakim nie wątpliwie jest zbawienie wieczne. Tych łask będzie nam udzielał nieustannie z nadzieją, że wcześniej, czy później je odczytamy i przyjmiemy do serca, nawet, jeśli by to się stało w ostatnich chwilach naszego życia.

 Na koniec spróbujmy dokonać porównania treści omawianej Ewangelii ze słowami Chrystusa na krzyżu skierowanymi do półwiszącego łotra – „jeszcze dziś ze mną będziesz w raju”. Czy w tej sytuacji będąc w Domu Ojca też będziesz miał żal do tych, którzy rozpoznali Boga w ostatniej chwili?


br. Robert Ocist