XXXII Niedziela Zwykła, rok A

Dzisiejsza Ewangelia przybliża nam przypowieść o dziesięciu pannach. Czytając ten fragment można dostrzec ważne pragnienie Chrystusa, które ma obudzić nas z ospałości i letargu, bo nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, ze takich uczniów w dzisiejszym świecie jest wielu.

Pierwsze fragmenty opisują scenę kiedy to wszystkie panny bardzo chcą spotkać się z oblubieńcem. Mamy tu do czynienia z pięknym obrazem tego, że w trakcie spotkania z Panem nie tylko ważne są emocje. Istotne natomiast wydaje się być to, w co jesteśmy zapatrzeni. Chrystus przez tą przypowieść pokazuje nam, że mamy być czujni. Mimo iż wszyscy zostaliśmy zaproszeni na spotkanie z Oblubieńcem, to jednak to nie wystarczy. Możemy nawet znać miejsce spotkania z Nim, ale jak widzimy i to nie wystarczy.

Wydaje się, że światło z dzisiejszej przypowieści to siła naszej miłości. Miłość, która jest w nas nie może być tylko na krótki czas. Musimy zadać sobie pytanie, jak my podtrzymujemy naszą miłość do Jezusa Chrystusa? Jak wygląda nasze życie sakramentalne? Czy żyjemy Prawem Bożym i Jego Słowem?

Nie można żyć tak z dnia na dzień, tylko na ten moment z myślą, ze jakoś to będzie. Jeśli ktoś nie inwestuje w miłość, jego życie nie ma odpowiedniego blasku – jest wygasłe i ledwo się tlące. Najważniejsze, by nie marnować żadnej chwili, ale każdą wykorzystać dla działania w imię dobra. Nie trzeba się też martwić, że uczynimy zbyt wiele. Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć ile jeszcze będziemy potrzebowali czasu do spotkania z Oblubieńcem i jaka siła nagromadzonego dobra pozwoli nam się z Nim ostatecznie spotkać.

Jakże przejmująca jest prośba tych pięciu nierozsądnych kobiet skierowana do roztropnych o użyczenie im oliwy. To co wcześniej dla nierozsądnych było mało istotne, w momencie, gdy Oblubieniec był blisko zmieniło znaczenie i ukazało, że do tak ważnego spotkania może nie dojść z powodu braku oliwy miłości. Wołanie, że Pan już nadchodzi pokazuje kobietom nierozsądnym, że nie da się już niczego nadrobić. Trzeba było pomyśleć wcześniej. Wierności nie da się zaimprowizować na poczekaniu.

Jak wielu dzisiaj mieniących się za wierzących szczyci się wiarą swoich rodziców, dzieci, znajomością z ważnymi osobistościami hierarchii kościelnej, jednocześnie sądząc, że to wystarczy im jako „przepustka” do spotkania z Panem. Ta dzisiejsza przypowieść pokazuje nam wszystkim, że mogą się mocno zdziwić. Tej „oliwy miłości” nie są wstanie za nas nadrobić inni, a my na takie rozwiązanie nie powinniśmy absolutnie liczyć. Ta przypowieść pragnie uwrażliwić na osobistą odpowiedzialność każdego z nas, której nie można zastąpić jakąś pożyczką czy upoważnieniem kogoś innego.


br. Fabian OCist