Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Dzisiejsza Ewangelia wprowadza nas w rzeczywistość eschatologiczną. Syn Człowieczy to oczywiście Jezus, który przychodzi w chwale. Nie jest On już tym niemowlęciem urodzonym w stajence, nigdzie nie musi uciekać, jak kiedyś przed Herodem. Przychodzi do nas w chwale, potędze. Jak bardzo zmieniają się teraz realia. Ubogiego Mistrza nauczającego na pustyni zastępuje prawdziwy Król, władca wszystkich narodów, otoczony aniołami jako swoją świtą, który zasiądzie na tronie i „oddzieli jednych ludzi od drugich”.

 

Rzeczywistość przedstawiona w tym fragmencie Ewangelii to zapowiedź tego co stanie się na końcu czasów. Ten sąd, który ma się odbyć będzie więc dotyczył każdego z nas, będzie sprawiedliwą oceną naszego życia. Nie jest to odniesienie do spotkania z Bogiem jakie czeka nas po śmierci – czyli nasz można powiedzieć prywatny koniec świata. Ten sąd to nie jest też żadna przenośnia, figura retoryczna, ale zapowiedź pochodząca bezpośrednio od Jezusa, konkretne zdarzenie, które kiedyś nastąpi. Trzeba do zrumienia tego tekstu podejść więc z należną powagą, bez strachu, ale z poczuciem odpowiedzialności za swoje życie.

 

Trzeba należycie podkreślić ten aspekt słów Jezusa i je dobrze zapamiętać. Żyjemy w świecie, w którym coraz bardziej zaczyna zwyciężać swego rodzaju „mentalność urodzonych zwycięzców”. Przejawia się to z jednej strony w różnych (nie bójmy się użyć tego słowa) kłamstwach, gdzie podważa się sam fakt istnienia diabła, z drugiej strony pojawiają się idee głoszące, że dobroć Boga jest tak wielka, że i tak wszyscy otrzymamy „w posiadanie królestwo”. Tymczasem słowa Jezusa są jednoznaczne – odbędzie się sąd. Ludzie zostaną podzieleni na dwie grupy – zwycięzców i przegranych. Zresztą te słowa to jedynie eufemizmy, w tekście Pan Jezus wypowiada się o wiele ostrzej, w taki sposób, żeby (cóż za ironia) nie było żadnych wątpliwości. W Ewangelii padają groźne sformułowania – „precz ode Mnie”, „przeklęci”. Karą ma być przecież „ogień wieczny, przygotowany diabłu”.

 

W dalszej części Ewangelii Pan Jezus zapowiada według jakich kryteriów będzie sądził ludzi. Będzie nas oceniał nie przez pryzmat jedynie samej wiary, praktyk religijnych, ale zapyta o nasze życie. Chcąc właściwie żyć należy uważnie go słuchać. Znamy Jego naukę, która jest przekazana w Ewangeliach, Jego słowa. Ale to nie wystarczy. Syn Człowieczy chce, abyśmy słuchali Jego słów w naszym codziennym życiu. Musimy uważać, aby ich nie przeoczyć, bo  Pan Jezus mówi do nas przez drugiego człowieka. Przecież Jezus stale nam towarzyszy. Jest w nas, to znaczy w każdym z nas. My często o tym zapominamy, że jeżeli, wierzymy, że Jezus jest przy mnie, że mi w życiu towarzyszy, to przecież wierzymy również, że jest w moim bracie, On mu również towarzyszy. Dlatego przeklętych spotyka zarzut, że „wszystko czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

 

Jezus Chrystus żąda od nas miłości do drugiego człowieka, patrzy czy mamy otwarte serce na jego potrzeby, patrzy na nasze uczynki względem bliźnich. On chce, aby duch miłości ożywiał nasze codzienne postępowanie. Mamy być przepełnieni miłością nie do samych siebie, ale przekraczać siebie, swoje rodziny, najbliższych. Jeżeli naprawdę miłujemy Jezusa to widzimy Go w drugim człowieku i nie pozostajemy wobec niego obojętni.

JUSTYN OCist.