III Niedziela Adwentu, Rok B

W trzecią Niedzielę Adwentu, po raz kolejny motywem przewodnim wyznaczonej perykopy Ewangelii jest postać Jana Chrzciciela, pojawienie się jego osoby jako posłanej przez samego Boga. Pierwsze trzy wersy ewangelii należą do prologu Ewangelii Janowej, w którym to znajdujemy właściwie całe streszczenie, Dobrej Nowiny, teologiczne ujęcie świata i historii ludzkości. W tym tak ważnym tekście została wymieniona postać Jana Chrzciciela co już może nadać mu rangę największego ze świadków tych wydarzeń.
Jan Chrzciciel; „Przyszedł on na świadectwo…” ; „aby zaświadczyć o Światłości”; „takie jest świadectwo Jana”; „on wyznał…”. Bycie świadkiem wydaje się być celem przepowiadania Jana Chrzciciela. Użyte tu greckie słowo (martyria, martyrein), można tłumaczyć nie tylko jako świadczenie, ale również służenie za dowód. Owo świadectwo jest zatem sposobem Jana Chrzciciela na doprowadzenie słuchających i obserwujących go ludzi do wiary w tego o którym świadczy, czyli Jezusa Chrystusa. Sam nie nazywa siebie, ani prorokiem, ani mesjaszem, lecz całą uwagę ukierunkowuje na Tego któremu świadczy. Nazywa siebie tylko „głosem” (fone), ale nie takim zwykłym, lecz jasnym głosem, krzykiem, a nawet rykiem. Po prostu jego świadectwo ma zostać usłyszane, mowa o Słowie które stało się Ciałem.
Znamiennym jest fakt że wyrażenie (martyreo) i pochodzący od niego (martys) czyli świadek, jest używany m.in w Apokalipsie Św. Jana na określenie męczenników za wiarę. (Ap 6,9;11,7), ”…ujrzałem dusze zabitych dla Słowa Bożego i dla świadectwa jakie mieli.”
To świadectwo Janowe towarzyszyło również Apostołom którzy bez względu na okoliczności głosili Chrystusa. Jak bardzo przekonany o głoszonej prawdzie, musiał być Jan Chrzciciel, który wówczas miał już wokół siebie „swoich” uczniów, zafascynowanych jego przepowiadaniem i stylem życia. Mimo to na pytania o swoją godność, oddaje ją od razu Temu do którego ona prawdziwie należy. „Nie jestem godzien rozwiązać mu rzemyka u sandałów”, co z całą pewnością oznacza ukazanie władzy i panowania Jezusa gdyż przekazanie komuś sandała w zwyczaju żydowskim było symbolem prawa do wykupu, prawa do posiadania ziemi na którą to sam Bóg stawia swoją stopę, niczym pieczęć potwierdzającą swoją własność.
Dzisiaj człowiek chce być „kimś”, żąda swojego wywyższenia poprzez uniżenie drugiego. Chcemy być tytułowani, wyróżniani, raczej nie stronimy od pochwał i możliwości zabłyśnięcia, a czyż my chrześcijanie, świadkowie przyjścia Boga na ziemię, nie mamy być tylko głosem wołającego, wołającego czyli tego bezimiennego, po prostu świadkiem że On jest, stoi pośród nas mimo że go nie znacie?


br. Radosław Wojtkun OFM