IV Niedziela Zwykła

Liturgia słowa dzisiejszej niedzieli przenosi nas do Kafarnaum gdzie jak pisze św. Marek Chrystus w szabat naucza. Jednakże owo nauczanie jest szczególne, forma przekazu budzi zdziwienie, Jezus naucza jak ten który ma moc, a nie jak nauczyciele Pisma. Trzeba więc zadać pytanie, jak nauczali uczeni w Piśmie, a jak nauczał Chrystus. Otóż z kart Pisma Świętego wiemy, iż uczeni w Piśmie kładli ogromny nacisk na wypełnienie prawa, często w swoich wystąpieniach wymagali od ludzi postaw i zachowań, którym sami nie potrafili sprostać. Zwracali ogromną uwagę na literę prawa. Jezus natomiast nauczał tego czym sam żył, nie były to wymyślone przepisy niemożliwe do zrealizowania, sam był najlepszym świadkiem tego co głosił. Owa nauka głoszona z mocą nie była zwykłym przekazem literalnych wymagań, ale propozycji pełnych Ducha Bożego. Doskonale widzimy więc, iż moc Bożego przesłania tkwi nie w samym głoszeniu pewnych zasad, ale w świadectwie ich praktykowania. Owa moc wypływa nie z litery prawa, ale z Ducha Świętego którym napełniony był Syn Boży, nie można się więc dziwić wielkim cudom jakie miały miejsce. Uwolnienie opętanego przez złego ducha, jednak ukazuje nam jeszcze jedną ważną prawdę. Wyraźnie możemy zauważyć sposób działania diabła, który krzyczy do Chrystusa „Przyszedłeś nas zgubić”, w ten sposób próbuje wmówić człowiekowi, że Bóg jest jego wrogiem. Zauważmy istotę słowa „nas”. Szatan tak zakorzenił się już w owym człowieku, iż mówi o sobie i o owym nieszczęśniku w liczbie mnogiej MY, nie mówi Ja i On, ale MY co wskazuje na wielki tragizm losu człowieka opanowanego przez demona. Sytuacja jest tak ciężka, iż zaradzić może jej tylko Bóg. W ten sposób patrząc na udręczonego mieszkańca Kafarnaum, warto jeszcze raz pochylić się nad słowami „Przyszedłeś nas zgubić”, może w tej sytuacji okazują się one prawdą, gdyż Chrystus przychodzi i uwalnia owego człowieka, przychodzi aby zgubić ICH – czyli pewien związek demona i człowieka – aby wyzwolić opętanego z jego niedoli. Zastanówmy się czy i w naszym życiu jakiś grzech nie zadomowił się tak bardzo, iż odbiera mi wolność i moc kształtowania siebie. Czy nie jest tak, iż jakiś demon zazdrości, pychy, złości, nienawiści nie tkwi w mym wnętrzu i nie drży przed tym, że usunę go ze swej codzienności? Może i ja potrzebuje Chrystusa, który przyjdzie ze swoją mocą, aby mnie wyzwolić jak owego nieszczęśnika z Kafarnaum. Może potrzebuję właśnie takiego wyzwolenia, wyzwolenia które w sakramencie pokuty gubi we mnie ową zażyłość z grzechem, która po ludzku może wydaje się iż dodaje mi mocy, jednak tak naprawdę odbiera mi ją każdego dnia.

 

br. Antoni Sumera OCist