V Niedziela Zwykła, rok B

„Uzdrowił wielu, których nękały rozmaite choroby i wyrzucił wiele demonów, lecz nie pozwalał demonom mówić Go znały.” Chrystus w tej Ewangelii przedstawił nam siebie, jako wszechmocnego lekarza, który leczy nie tylko z wszelkiego rodzaju chorób fizycznych, duchowych, ale przede wszystkim   jako tego, który leczy ludzkie serca swoim miłosiernym sercem. Pokazuje nam w ten sposób: co mamy czynić? Jak postępować? – czyli, jak mamy miłować, aby dojść do upragnionego celu, jakim jest zbawienie wieczne. Każdy jednak gest miłosierdzia musi być uczyniony w zjednoczeniu z Jezusem, jako Tym , który jest źródłem miłosierdzia, jako Tym, który pragnie uczestniczyć całym Sobą w naszym życiu, działalności, pragnieniach, w naszych powodzeniach, a także niepowodzeniach podając nam swą braterską dłoń i tym samym wskazując nowy sens, nowy punkt odniesienia, wedle którego będziemy mogli na nowo się poruszać. Będziemy mogli na nowo kreślić karty naszej codzienności bez względu na to, kim jesteśmy, jako nosimy kolor skóry, bez względu na to,  gdzie ta nasza karta spoczywa, na którym gruncie. Byleby był to grunt oparty o fundament Chrystusa, który jest jakby nie tylko fundamentem, ale jest jakby rdzeniem, samym centrum, jądrem tego gruntu po którym spaceruje nasza codzienność.  Jądro to, jak i cały fundament jest trwały, nienaruszalny, niezniszczalny. Jedynie nasze kroki inspirowane często grzechami kierują nas ku przepaści. Grzechy zasłaniają nam wolność, zasłaniają piękno naszej duszy, zasłaniają piękno naszej codzienności. Tylko Chrystus może nam odsłonić tę codzienność na nowo. On, który jest obecny  w sakramentach, a przede wszystkim sakramencie Eucharystii z utęsknieniem na nas czeka  na Ołtarzu, w rękach kapłana i promieniami łaski toruje Sobie drogę do naszych serc w czasie Komunii Świętej, aby w ten sposób w szczepić w nas na nowo nadzieję. Dać nam na nowo szansę w naszym życiu, abyśmy na finiszu naszej egzystencji dobrnęli do upragnionej mety oznaczonej napisem – Zbawienie Wieczne.

Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus nasz ukochany Brat, a zarazem najlepszy przyjaciel przyszedł na świat nie po, to aby się ludziom pokazać, nie po to, aby ludzi potępić. Przyszedł na świat nie po to, aby ukazać swą wszechpotężną chwałę, lecz po to, aby ukazać nam przede wszystkim swoja wszechpotężną miłość. To ona ma nas prowadzić, to ona ma nas pchać, wreszcie to ona ma nas do tej mety zaciągnąć.

 

br. Robert Antkiewicz OCist