IV Niedziela Wielkanocy, rok B

Chrystus mówi o sobie dzisiaj, że jest pasterzem. Obraz pasterza i owczarni, nam ludziom współczesnym może już wydaje się odległy. Nie był jednak taki dla ludzi żyjących w czasach Jezusa, przeciwnie dobrze rozumieli tę symbolikę.

Pasterze zresztą stają się pierwszymi osobami, którym zwiastowane jest Boskie narodzenie. Wezwani są by odpowiedzieć na to wezwanie i oddać pokłon Nowonarodzonemu w Betlejem.

W Ewangelii Jezus często nazywa siebie pasterzem a nas wierzących owczarnią. Pasterz jest zawsze ze swoimi owcami, nigdy ich nie opuszcza, lecz wiedzie je na zielone pastwiska, gdzie mogą odpocząć – jak zapewnia nas psalmista. Właśnie tym różni się od niegodziwego najemnika. Najemnik nie traktuje owiec jako swoich, nie są dla niego ważne, nawet ich nie zna. Są dla niego pracą, obowiązkiem dlatego nie wychodzi, by szukać tej, która może gdzieś zbłądziła.

Dla nas wierzących, z tego fragmentu bije ogromna nadzieja. Skoro On jest pasterzem, i jak sam dodaje – dobrym, to znaczy, że nas nigdy nie opuszcza. Zwłaszcza teraz, gdy jeszcze wspominamy chwalebne zmartwychwstanie, jeszcze bliższa staję się dla nas ta przypowieść. Męka i krzyż, definitywne pokonanie śmierci oraz pójście za człowiekiem do krainy szeolu mocno uwydatnia przed nami te prawdę. Nawet widok groźnego wilka nie jest w stanie Go przestraszyć i nakłonić do ucieczki. Takim groźnym wilkiem jest w naszym życiu chociażby grzech. I razy już moglibyśmy utożsamić się z losem zagubionej owieczki?  Jezus jednak niestrudzenie wychodzi szukać…


br. Beda T. Pompka OFM