Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela (12. Niedziela Zwykła, rok B)

Na wstępie musimy sobie zdać sprawę, że dzisiejsza Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, która w tym roku przypada na 12. Niedziele Zwykłą, przejawia w sobie pewną nieszablonowość. Mianowicie świętujemy dzisiaj nie dzień jego narodzin dla nieba, jak to zazwyczaj bywa u świętych, których wspominamy w dniu ich śmierci, lecz faktyczny dzień jego przyjścia na świat w rodzinie Zachariasza i Elżbiety. Liturgia Kościoła czyni go w ten sposób uprzywilejowanym wśród świętych Pańskich, wyłączając oczywiście Najświętszą Maryję Pannę, obchodząc podwójne jego wspomnienie: dzisiaj 24 czerwca, gdy świętujemy jako uroczystość jego narodziny i 29 sierpnia obchodząc w niższej randze wspomnienia obowiązkowego jego męczeńską śmierć przez ścięcie głowy. Co prawda, na podwójne wspomnienie w kalendarzu liturgicznym doczekał się również Szaweł z Tarsu, późniejszy św. Paweł, Apostoł Narodów, jednakże w jego przypadku na pierwszym miejscu wspominamy nadzwyczajny moment jego nawrócenia, kiedy to pod Damaszkiem ukazał mu się Chrystus. W takim zestawieniu intuicyjnie spostrzegamy, że osoba św. Jana Chrzciciela przewyższa postać św. Pawła, wszakże może to być dla nas nie do końca zrozumiałe? Dlaczego więc postać Proroka w liturgii Kościoła jest w jakiś sposób przyrównana do Jezusa Chrystusa czy Niepokalanej Maryi Panny, poprzez liturgiczne wspomnienie w randze uroczystości jego ludzkich narodzin?

Ewangeliczne relacje na temat osoby św. Jana Chrzciciela, jego nauki i działalności, znajdują się we wszystkich czterech Ewangeliach. Pomimo pojawiających się sprzeczności – np. takich, że synoptycy twierdzą, że Jan Chrzciciel został aresztowany przed rozpoczęciem działalności Jezusa (zob. Mt 4, 12; Mk 1, 14; Łk 3, 20), zaś według Ewangelii czwartej, Jezus rozpoczął swoją działalność przed uwięzieniem Jana (zob. 3, 23-24) – ewangeliści jednogłośnie wskazują na skuteczność i owocność jego posługi jako proroka (zob. Mt 3, 5-6; Mk 1, 5), który zamyka Stary Testament i rozpoczyna Nowy, wskazując na Jezusa z Nazaretu jako Mesjasza, Pomazańca Pańskiego (zob. Mt 3, 11; Mk 1, 7; Łk 3, 16; J 1, 27). Ukazują ponadto wyrazisty związek między Janem a Jezusem, oddzielając wyraźnie ich działalność (por. J 1, 6-9; 19-23). W relacji Mateusz czytamy, że Jan Chrzciciel wzbraniał się przed udzieleniem chrztu Jezusowi (zob. 3, 13-15) i dopiero na usilną Jego prośbę, powołując się na sprawiedliwość Bożą, inaczej mówiąc na wierność woli Bożej, udziela Mu chrztu. Staranność z jaką ewangeliści starają się jasno określić rolę i relacje miedzy nimi, sugeruje, że z powodu dużego wpływu działalności Jana i jego bliskiego związku z Jezusem istniała realna możliwość pomylenia tych obu postaci i ich posług. Świadczą o tym liczne wzmianki nowotestamentalne, m.in.: kiedy Herod dowiaduje się o czynach Jezusa, instynktownie sądzi, że Jan zmartwychwstał (zob. Mt 14, 1-12; Mk 6, 14-29; Łk 9, 7-9). Inne świadectwa skutecznej działalności Chrzciciela znajdują się w Dziejach Apostolskich, jak św. Paweł podczas swoich podróży misyjnych napotyka ludzi, którzy znali tylko chrzest Janowy (por. 18, 24-28; 19, 1-7).

Ewangeliści Mateusz i Marek opisują zewnętrzny wygląd Jana Chrzciciela i jego dietę: nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a więc typowy ubiór proroka (por. 2 Krl 1, 8; Za 13, 4), a jego pokarmem były szarańcza i miód leśny (Mt 3, 4; Mk 1, 6). Jednakże żadna z Ewangelii nie opowiada o jego nadzwyczajnych narodzinach naznaczonych wyraźną interwencją Bożą, jak odczytana dzisiejsza Ewangelia Łukaszowa. Z niej to dowiadujemy się, że Jan był potomkiem kapłanów Starego Przymierza, synem Zachariasza i Elżbiety, krewnej Maryi (zob. 1, 5-80; 3, 32), który nie uwierzył od razu w zapowiedź przyszłego ojcostwa i dlatego pozostał niemy, aż do momentu obrzezania dziecka. Z ceremonią obrzezania chłopca, która miała miejsce według przepisów Prawa Mojżeszowego w ósmym dniu po narodzinach (zob. Kpł 12, 3), łączyło się nadanie dziecku imienia. W tych dwóch rytuałach – obrzezania i nadania imienia – dokonywano zawarcia przymierza z Bogiem. Chłopiec stawał się uczestnikiem obietnic danych Patriarchom (por. Rdz 17, 12nn) i był w ten sposób włączony do społeczności Izraela (por. Rdz 34, 14-16). Nie bez znaczenia ewangelista skupia się tylko na drugim elemencie, czyli na nadaniu imienia, gdy rozczytamy historyczny kontekst wydarzenia. Historia nadania imienia Janowi Chrzcicielowi poświadcza, że istniał w starożytnym judaizmie zwyczaj nazywania nowo narodzonych chłopców imieniem ojca lub jakiegoś przodka. Tak się jednak nie stało, jak wiemy z dzisiejszej perykopy, i nadali mu za poleceniem Bożym imię Jan, co oznacza „Pan sprawia łaskę”. Imię dla Izraelitów było bardzo ważne, gdyż określało istotę danej osoby. Wyrażało osobowość, status lub naturę oraz objawiało przeznaczenie człowieka, który je nosi. Elżbieta pod wpływem Anioła Pańskiego wychodzi poza tradycje i nie chce, aby imię Chłopca wyrażało jedynie, że Bóg pamiętał o niej (sens imienia Zachariasz), lecz pragnie w imieniu Jan wyrazić konkretny dar Boga. Albowiem Bóg nie tylko pamiętał o niej, lecz także sprawił jej łaskę, dając syna.

Bez wątpienia jest to jedna z najważniejszych postaci nowotestamentalnych, która łączy się bezpośrednio z początkiem publicznych wystąpień Jezusa. Dlatego też w liturgii świętujemy jego narodziny, gdyż są one ściśle związane z tajemnicą wcielenia Syna Bożego. Sam Jezus daje świadectwo o Janie: On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby przygotował Ci drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. (Mt 11, 10-11). W czym więc tkwi wielkość Jana? Czy może w tym, że jako prorok głosił nadejście Królestwa Bożego i wzywa ludzi, którzy przybywali, aby go słuchać – do przygotowania drogi na przyjęcie Pana, do prostowania krzywych ścieżek własnego życia poprzez radykalne nawrócenie serca – do pokuty? A może w tym, że udzielał chrztu nawrócenia tym wszystkim, którzy wyznawali swoje grzechy i żałowali za nie? A wiemy przecież, że chrzest Janowy nie utożsamiał się ze zwykłymi religijnymi obmyciami, ale znaczył dużo więcej. Benedykt XVI w książce Jezus z Nazaretu pisze, że: „wystąpienie Chrzciciela stanowiło coś zupełnie nowego. Chrzest [Janowy]… jest niepowtarzalny i ma być konkretną realizacją punktu zwrotnego określającego na nowo i na zawsze całe życie. Jest połączony z płomiennym nawoływaniem do nowego sposobu myślenia i życia. Wiąże się przede wszystkim z głoszeniem sądu Bożego i zwiastowaniem kogoś Większego, kto ma przyjść po Janie”. Z całym przekonaniem, takie były pierwszoplanowe działania Jana, ale nie w nich wyraża się jego wielkość. Wielkość jego osoby polega na tym, że ukazał Jezusa jako oczekiwanego „Baranka Bożego”, który przyszedł, by zgładzić grzech świta (por. J 1, 19-34); że z ufnością wskazał na Jezusa jako na prawdziwego posłannika Bożego. Sam jednak usunął się w cień, aby Chrystus mógł wrastać, być słuchany i naśladowany. Święty Będą Czcigodny zauważa, że Jan Chrzciciel poniósł śmierć męczeńska za Chrystusa, choć nie kazano mu wyrzec się Chrystusa. Przelał on swoją krew za prawdę, której nie chciał przemilczeć, dając świadectwo wierności przykazaniom Bożym, a w ten sposób umarł i za Chrystusa, który jest Prawdą (por. J 14, 6). Z miłości do prawdy nie poszedł na ustępstwo i z odwagą napomniał w ostrych słowach tych, którzy przekroczyli Prawo Boże, nie patrząc na względy ludzkie.

Zastanawiamy się zapewne skąd bierze się tak wielka siła wewnętrznego życia, tak konsekwentna i całkowicie podporządkowana woli Bożej, która jest zdolna dać świadectwo aż do przelana własnej krwi? Odpowiedź może być tylko jedna: z więzi z Bogiem, którą buduje się i wzmacnia na modlitwie. Swoistym miejscem budowania zażyłej relacji z Bogiem jest pustynia, na której to człowiek jest kuszony i doświadcza swojego ubóstwa. Tam pozbawiony oparcia materialnego i bezpieczeństwa rozumie, że jedynym trwałym punktem odniesienia jest Bóg.

Wyjdźmy więc i my na pustynię naszego życia, na głębię samotności, aby tam, jak patron dnia dzisiejszego, św. Jan Chrzciciel, spotkać się poprzez ciszę z Bogiem w sobie i doświadczyć Jego bezinteresownej miłości, by potem móc nią promieniować w życiu wobec bliźnich.