X Niedziela zwykła, rok B

W pierwszym czytaniu możemy łatwo rozpoznać początki naszego życia. Nasze dzieciństwo i młodość. Ktoś ten okres mógł skończyć bardzo wcześnie, a niektórzy zaś z wielkim opóźnieniem, ale wszyscyśmy mieli go mieli. I koniec jest ten sam, a mianowicie : „przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Nie trzeba rozumieć tej nagości literalnie, i nie myśleć o tym czasie, kiedy jak dzieci nie zwracamy uwagi na ubrania. Społeczności pierwotni do dziś mają niekompletne stroje, ale nie trzeba myśleć, że ludzi w nich nie przeżywają tego momentu „ubieranie się”. Ponieważ każdy człowiek psychicznie zdrowy w pewnym momencie życia zdaje sobie sprawę, że ma nagą i bezbronną duszę. Jest po prostu odkryty dla społeczeństwa, jego grzechu i okrutności. I to ani nie opłaca się, nikt tego w rzeczywistości nie ceni- nawet rodzina. A w dodatku do tego doznaje męki, z powodu spadających na go ciosów. Co raz częściej zaczyna się wstydzić swojej naiwności i łatwowierności. I w trybie przyspieszonym zaczyna przeoblekać się w mechanizmy obronne. Z różnymi skutkami i odmiennym powodzeniem. To zmienia dotychczasową rzeczywistość. Wchodzą w grę nowe priorytety. Przeżywa metamorfozę jego zainteresowania i rozrywka. Wszytko razem wzięte komplikuje decyzję człowieka i wchodzi co raz częściej i świadomie na płaszczyznę grzechu. Jak to się mówi, zaczyna twardo stąpać po ziemi. W tym momencie wiara w Boga traci swoją wiarogodność.  Doznaje przerażającego objawienia: władcę tego świata wcale nie jest Bóg. I nie Jego prawo należy wypełniać, żeby przeżyć w świecie.

Tak żyjemy ze strachem, który nie pozwala nam na ściągnięcie naszych szat, które sprawiają zatwardziałość naszych serc. No bo po co? I już nie mówimy o otwartości na Boga i człowieka, lecz rozprawiamy o przeróżnych nałogach, grzechach, o zdrowiu i spokoju w rodzinie, polityce…

Ciężko to mówić, ale jest to wszystko drugo i trzeciorzędne. Bo Jezus Bóg zapewnia Nas: Wszystkie grzechy będą ludziom odpuszczone, a nawet bluźnierstwa, których by się dopuścili. Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia: będzie winien grzechu wiecznego.

Człowiek mający zatwardziałe serce wobec zbawiennych napomnień grzeszy przeciw Duchowi Świętemu. Z tego ciężkiego i dosadnego powodu nie wypada nam bać się ciosów świata. Apostoł Paweł powiada nam tak: Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. Wiemy bowiem, że kiedy nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie.

Dobrze wiemy jak wygląda zniszczony przybytek naszego  doczesnego zamieszkania. I jak wygląda taki człowiek. Taki natrętny frajer w oczach świata. Jak słyszymy dziś w Ewangelii, nawet do Jezusa przyszli bliscy, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów». Pod takim kątem patrzenia, trzeba nam nie grzechów raczej się bać, które zostaną odpuszczone, lecz dokonywanych przez nas wyborów. Być albo nie być; oto jest pytanie…


br. Racibor OFM