XIV Niedziela zwykła, rok B

Jezus w ewangelii Łukaszowej, słowami „Kto jest wierny w małej rzeczy, jest wierny i w wielkiej; a kto w małej rzeczy jest nieuczciwy, jest nieuczciwy i w wielkiej” dokonuje sądu nad tymi, którzy czerpią korzyści nie tylko materialne, ale i moralne kosztem innych ludzi. Dla nas jest to nauka tym bardziej istotna, że warunkuje nasze dobro z perspektywy wieczności. Na pozór z racjonalnego punktu widzenia słowa Chrystusa mogą wydawać się  banalne, ale biorąc pod uwagę autentyzm chrześcijański, kim w istocie był Ten, kto je wypowiedział, w konsekwencji dodaje im wręcz niebagatelnej wartości. Sytuacja ta z samego tylko zdrowego rozsądku stawia nas na baczność. Jezus – Bóg nie rzuca słów na wiatr, to co płynie z jego ust jest prawdziwe w pełnej głębi tego słowa. To do nas należy wybór, czy w to uwierzymy, czy też nie. Czy będziemy tym słowom wierni, czy zwyczajnie machniemy ręka, licząc tylko i wyłącznie na miłosierdzie Boże. Takie myślenie jest zgubne chociażby z tego względu, że bezmyślne, zuchwałe, w konsekwencji egoistyczne liczenie na Boże miłosierdzie jest grzechem przeciw Duchowi Świętemu. Takie nastawienie może prowadzić tylko w jedną stronę, wiadomo.

Z kolei słowa: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie”, które wypływają z ewangelii w całej swej głębi nokautują pojęcie grzechu. To właśnie grzech w zależności od swej wielkości utrudnia nam spotkanie z Bogiem, w konsekwencji stawia plamę na wartości naszej jakiejkolwiek posługi względem Niego. Przykład może stanowić konflikt pomiędzy rodziną a pracą. Zdarza się tak, że praca zawodowa, władza, pieniądze przysłaniają nam to, co w istocie rzeczy Bóg stawia na pierwszym miejscu, a więc żona, mąż, dzieci. Czasami dla pracy możemy dać  zdecydowanie więcej z siebie niż najbliższym, najukochańszym, co bezkompromisowo może wpłynąć na małżeństwo i wychowanie swoich pociech.

Niech ta nauka płynąca z ust Chrystusa nie będzie dla nas obojętna, a rzeczywiście postawi nas na baczność.


br. Karmel OFM