XXVI Niedziela Zwykła

W pierwszej części dzisiejszej Markowej perykopy słyszymy apostoła Jana, który z zazdrością donosi Jezusowi, jak widział z innymi Apostołami pewnego człowieka, który przez wezwanie Jego imienia wyrzucał z opętanych złe duchy; i jak to stanowczo i z oburzeniem zakazywali mu takich poczynań w to Imię, albowiem w ich mniemaniu nie miał on do tego prawa, gdyż nie został on osobiście przez Jezusa wybrany i nie przynależał do nich. Jezus odpowiada używając być może ówcześnie znanego przysłowia: „Kto nie jest przeciwko nam, jest z nami”, i zabrania im zakazywać tak czyniącym w Jego imię, gdyż nikt nie jest zdolny czynić takie cuda i jednocześnie bluźnierczo odnosić się do Boga. W całej tej sytuacji Jezus ponownie w ten sposób wskazuje na to, że Jego prawdziwymi uczniami mogą być tylko ci, którzy wierzą w Niego. Jezus nie jednokrotnie wyrzuca apostołom (zob. 9, 14-29) i innym swoim uczniom upór i brak wiary, zapewniając: ”Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy i powiedzielibyście tej górze: przesuń się z tego miejsca na tamto, przesunęłaby się. Wszystko byłoby dla was możliwe” (Mt 17, 20). Człowiek, o którym wspomina Apostoł, możemy przypuszczać, że był naocznym świadkiem Bożej mocy w Jezusie lub tylko usłyszał o niej przez świadectwa innych. Dlatego miał w sobie potrzebną wiarę, aby czynić i podobne cuda, których Jezus sam dokonywał. „Wiara więc rodzi się ze słuchania, słuchanie natomiast – mówi św. Paweł – ma miejsce dzięki słowu Chrystusa” (Rz 10, 17). W mentalności biblijnej nie ma rozdziału między słowem i czynem, jest to jedna rzeczywistość. Toteż słowa wypowiedziane na kartach Pisma Świętego mają moc sprawczą (por. Mt 1, 22; Łk 7, 7; Mk 7, 29). Tak też i było w życiu Jezusa, kiedy mówi, to i czyni, dlatego na Jego słowa demony wychodziły z opętanych (por. Mk 1, 27), chorzy odzyskiwali zdrowie (por. Łk 2, 22), a umarli powstawali do życia (por. J 11, 41-44). Jak krzepkie musiały być to słowa świadczy fakt, że sami apostołowie zostawili wszystko i poszli za Nauczycielem (por. Łk 1-11). Dlatego, aby nasza modlitwa była bardziej owocna, warto modlić się słowami z Biblii, szczególnie zaś słowami samego Chrystusa.

Na podstawie naszych słów będziemy też sądzeni, zapewnia nas Jezus: „ Wiedzcie, że w dniu sądu ludzie zdadzą sprawę z każdego niepotrzebnego wypowiedzianego słowa. Bo właśnie na podstawie twoich słów będziesz usprawiedliwiony i na podstawie twoich słów będziesz potępiony” (Mt 12, 36-37). Widzimy więc, jak wielką moc i daleko idące w skutkach mają przez nas wypowiadane słowa. Dlatego warto się codziennie zatrzymać przez wieczorny rachunek sumienia i zdać sprawę wobec Boga i samych siebie z wypowiedzianych słów. Jakie miały one konsekwencje dla innych? Czy były to słowa dla zbudowaniu, dla słusznej obrony czy raczej dla okazania wyższości, aby wyśmiać, poniżyć? Należałoby też zwrócić uwagę na słowa naszej modlitwy, przez które zwracamy się do Boga, by była to świadoma rozmowa, która buduje zaufanie i oddanie. Najbardziej znanej dziś modlitwy nauczył nas sam nasz Pan Jezus Chrystus, gdy został poproszony przez swego ucznia: „Panie, naucz nas modlić się, jak Jan nauczył swoich uczniów” (Łk 11, 1). „Ojcze nasz…” z racji na Autora jest modlitwą wzorcową i doskonała, a wyraża to liczba 7 jako symbol pełności. 7 próśb to kompletny program modlitwy synowskiej. Przypomnijmy sobie pokrótce o co prosimy naszego Ojca Niebieskiego: 1) przede wszystkim prosimy, abyśmy potrafili miłować i adorować naszego Pana, później 2) o pragnienie eschatologicznego zbawienia; 3) o przylgnięcie do woli Bożej; 4) o zaspokojenie życiowych potrzeb – zawierzając się ufnie Opatrzności Bożej; 5) o przebaczenie grzechów, które jest uwarunkowane naszym przebaczeniem bliźnim; 6) o zachowanie od pokus, by być wolnym człowiekiem, na końcu, 7) by Zły nigdy nie miał nad nami żadnej władzy.         

Do innych chrześcijańskich pobożności należy modlitwa Jezusowa, która polega na wielokrotnym przywoływaniu imienia Chrystusa Jezusa. Powstała na podstawie praktyk egipskich Ojców Pustyni, którzy nieustannie powtarzali krótkie formuły zaczerpnięte z Pisma Świętego (zw. aktami strzelistymi), a zapoczątkowali ją mnisi bizantyjscy.  Ulegała ona przez wieki różnorakim modyfikacją, ale niezmiennym rdzeniem pozostawało zawsze wezwanie Imienia Jezusowego. Jedna z formuł brzmi tak: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, bo jestem grzesznikiem”. Modlitwa ta jest wypełnieniem polecenia Jezusa, by zawsze się modlić i nigdy się nie zniechęcać (Łk 18, 1). Jest to bezustanne wzywanie mocy Boskiego Imienia Jezusowego, któremu towarzyszy świadomość Jego obecności, a także wezwanie własnej grzeszności i prośba o zlitowanie się.

Historia wielokrotnie przekazuje, że ci wszyscy, którzy z żywą wiarą wzywali imienia Jezusowego do chwalebnych i ku zbudowaniu czynów, dokonywali rzeczy niemożliwych. Czy to Piotr, gdy wchodząc na modlitwę do świątyni  majestatyczne uzdrowił chromego od urodzenia (zob. Dz 3, 1-11) lub gdy innym razem będąc niedaleko Jafy wskrzesza do życia uczennicę imieniem Tabita (zob. Dz 9, 36-43). Wielu też innych Świętych Pańskich podobne czyniło cuda za swego życia, zanosząc swoje prośby z pełnym oddaniem w Duchu do Ojca przez Najświętsze imię Jezusa. Chrystus jest naszą jedyną drogą do zjednoczenia z Bogiem, do pełnego życia w Trójcy Świętej, ponieważ przez Jego wcielenie nasza natura ludzka jednoczy się z boską. Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście” – odpowiada Jezus Tomaszowi (J 14, 6-7).