Niedziela Chrztu Pańskiego, 2019r.

Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.  

Dzisiejsza Ewangelia opisuje chrzest Pana Jezusa nad Jordanem. To sam Jezus Chrystus przychodzi do Jana Chrzciciela i prosi go o chrzest, a w trakcie kiedy woda Jordanu obmywała Chrystusa, z nieba rozbrzmiewa głos : „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Cóż za niesamowita sytuacja, sam Bóg przychodzi i prosi o chrzest. Cóż za pokora serca Jezusa. Chrystus jest potężniejszy od Jana, ale to Bóg prosi o chrzest zwykłego człowieka. Chrystus, choć sam jako Bóg nie potrzebował chrztu, to prosi i pochyla się przed człowiekiem. A my, ile w nas zazdrości, kiedy ktoś niżej stojący od nas w pracy, robi coś lepiej niż my, czujemy się zagrożeni, czasami zdenerwowani. Gdzie w tedy nasza pokora, gdzie miłość do bliźniego, ta matczyna miłość, do podwładnych. Czy nie warto zachować się jak Chrystus i dać czynić innym coś, co może nawet sam zrobię lepiej, ale z matczyną miłością pozwalam i daję możliwość rozwoju. 
Więc, po co to zrobił Chrystus. Nie zrobił tego, by samego siebie oczyścić, bo jego serce jest pełnią czystości, ale by oczyścić wodę której nadaje moc sakramentu. Ponadto daje nam przykład przyjmowania chrztu. Nie chciał zachować się tak jak czasami my, którzy pouczamy wszystkich dokoła, lecz sami nie idziemy drogą którą głosimy. A Jezus żyje tym co mówi. Idzie za swoimi słowami. 
Jeszcze jedną istną rzeczą jest to, kiedy Chrystus przyjmuje chrzest. A mianowicie na początku swojej działalności publicznej. W pewien sposób ukazuje nam, że chrzest przemienia życie, na życie dojrzałe w Bogu. No właśnie, a jakie są owoce twojego chrztu, czy faktycznie jesteś dojrzałym chrześcijaninem? Czy dbasz o owoce chrztu które otrzymałeś? Jak wygląda twój duchowy sad? Czy jest pięknym ogrodem z pięknymi owocami, czy może spadł z niego ostatni uschły liść?


br. Jozafat OFM