VI Niedziela zwykła, rok C

Natura abhorret vacuum. Natura nie znosi próżni. Skoro pojawia się „błogosławieni”, musi pojawić się i „biada”. Nie ma nic pomiędzy.

Warto uświadomić sobie do kogo Jezus wypowiada te słowa. To, że błogosławieństwa kieruje do swoich uczniów, to jest oczywiste. Jest przecież napisane, że „podniósł oczy na swoich uczniów i mówił”. Ale do kogo Jezus- ten który jest miłością- wypowiada przekleństwa? Nie do kogo innego jak do tych samych ludzi- uczniów. Nasuwa się więc pytanie: czy to nie sprzeczne?! Czy ci sami, którzy są błogosławieni mogą być równocześnie przeklęci?!  Niestety, tak funkcjonuje człowiek. Każdy! Nawet najgorliwszy uczeń. Raz jest błogosławiony- bo wybrał dobro, wybrał Chrystusa i Jego Ewangelię, a innym razem jest przeklęty (biada mu)- bo wybrał zło i swój egoizm. Typowa dla życia duchowego jest sinusoida- życie duchowe nie biegnące po lini prostej, ale naznaczone upadkami i powstawaniem z nich.

Na myśl przychodzi mi scena z okolic Cezarei Filipowej, kiedy Jezus upewniwszy się o wierze Szymona Piotra, wybiera go na opokę swojego Kościoła- na tego, który ma przewodzić w wierze wszystkim uczniom Chrystusa. A niedługo po tym (w Mateuszowej ewangelii tylko 5 wersetów dalej) nazywa go szatanem, bo jest dla Niego przeszkodą (por. Mt 16, 13-19.23). Piotr jest „błogosławiony”, a chwilę później „przeklęty”. Jednakże nie należy się zrażać do samego siebie, do swojego życia czy do Bożej Sprawiedliwości. Upadek świadczy o tym, że żyjemy i działamy. Z pocieszenie przychodzi nam papież Franciszek, który w adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” pisze: „Wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody, z przywiązania do własnego bezpieczeństwa”. Nie bagatelizujmy jednak słów Jezusa i chciejmy być częściej błogosławieni niż przeklęci. A to, nie ma co ukrywać, wymaga wysiłku, samozaparcia i przede wszystkim Łaski.


br. Szczepan OFM