IV Niedziela Wielkiego Postu, rok C

Tematem dzisiejszej Ewangelii jest znana nam wszystkim przypowieść o synu marnotrawnym i miłosiernym Ojcu. Tym Ojcem jest oczywiście Bóg. Ale kto jest Jego synem marnotrawnym w tej przypowieści? Do kogo jest ona skierowana?

Czytając ten fragment Ewangelii nie można pozostać obojętnym wobec przedstawionych wydarzeń obserwatorem. Każdy odbiorca siłą rzeczy staje po jednej ze stron biorących udział w tej opowieści. Aby jednak zrozumieć przesłanie w niej zawarte trzeba zrozumieć mentalność Żydów w czasach Jezusa. Ta mentalność jest i dzisiaj obecna w świecie, więc można powiedzieć, że nic się nie zmieniło. Ale Pan Jezus przyszedł na świat, żeby ukazać prawdę o Bogu słowem i czynem. Ta prawda zmusza nas do otwarcia na inny sposób patrzenia na drugiego człowieka. Bo jak mówi św. Paweł „Jeżeli ktoś pozostaje w Chrystusie jest nowym stworzeniem”.  

Co to oznacza? Co oznacza zwrot stare stworzenie? Czy to jest jakiś zły człowiek, którego powinniśmy się wystrzegać?

Otóż ten stary człowiek, którego warto poszukać w sobie, wcale nie jest kimś złym. Z reguły jest to ktoś uczciwy, sprawiedliwy. On nie wyrządzi nam krzywdy, nie okradnie. Będzie też postępował w sposób, do którego każdy z nas często wzdycha w życiu codziennym i żałuje, że nie jest tak na co dzień. Będzie bowiem sprawiedliwy. Za dobre wynagrodzi, za złe będzie miał oczywiste w tym przypadku pretensje. Będzie więc podobny do jednego z bohaterów przypowieści – wiernego, niedocenianego, pozostawionego na drugim planie i w sumie tak po ludzku niedocenionego, skrzywdzonego syna. Ten wierny syn został przecież ewidentnie skrzywdzony przez ojca. Bo ojciec nie odpłacił mu stosownie do miary jego wyrzeczeń i zasług. Ale nawet gorzej. Ojciec wyżej wynagrodził syna marnotrawnego. Tak zło, nieuczciwość, egoizm popłaca, a uczciwość się po prostu nie opłaca.

Właśnie takie są wnioski z tej przypowieści. Była ona kierowana do faryzeuszów (φαρισαιοι), którzy stawiali się wyżej od grzeszników i w imię ludzkiej sprawiedliwości skreślali ich jako ludzi niegodnych uwagi. Nazywali ich grzesznikami (αμαρτωλους ), a więc kimś niegodnym do tego, aby z nim przestawać. W tej przypowieści Pan Jezus mówi, że jeżeli my dzisiaj z podobną wyższością patrzymy na faryzeuszów, a jednocześnie uważamy zakończenie przypowieści za nieuczciwe, to właśnie sami nimi jesteśmy.

Ta zmiana, którą wprowadza swoim nauczaniem Jezus to miłość i miłosierdzie. Z Jego przyjściem przestaje być ważne co robisz, a ważne się staje co myślisz. W danej przypowieści powstaje więc pytanie, dlaczego wierny syn nie kochał swego brata i nie cieszył się z tego, że go po długiej rozłące tak po ludzku mógł go spotkać, zobaczyć? Był wierny, ale to za mało. Ta wierność to była maska, poza którą krył się dwulicowy człowiek.

Pan Jezus mówi: „Nie przyszedłem znieść (prawa), ale wypełnić”. To wypełnienie to postawienie w relacjach z drugim człowiekiem na czystość serca, czystość intencji, z których ma wypływać uczciwość w postępowaniu. To wyrozumiała miłość dla słabości drugiego człowieka, a nie tylko własnej. To wreszcie przebaczenie drugiemu uzasadnionych krzywd, aby móc uczciwie prosić Boga o wybaczenie dla własnych grzechów.

W tym kontekście przypowieść o synu marnotrawnym jest dla nas sprawdzianem, tego gdzie jako chrześcijanie jesteśmy, ale również drogowskazem tego dokąd powinniśmy zmierzać, aby żyć w sposób do jakiego zostaliśmy powołani.


br. Justyn OCist