VI Niedziela Wielkanocy, rok C

W życiu i Ewangelii Jezusa Chrystusa wszystko ma swój porządek i czas. Po czasie pobytu Jezusa na ziemi, który był czasem opowiadania ludziom o Ojcu i Jego królestwie, musi nadejść czas powrotu do Ojca. Jezus jednak nie zostawia człowieka samego, bo obiecuje uczniom Ducha Świętego. Ducha Prawdy, który o wszystkim nas pouczy i przypomni słowa Jezusa.

Problemem dla nas często jest to, że nie potrafimy lub nie chcemy widzieć działania Ducha Bożego w naszym życiu. A już samym dowodem na Jego działanie powinien być fakt, że po około dwu tysiącu latach od tamtych wydarzeń, ciągle rozważamy słowa Jezusa. Słowo to jest żywe, bo ożywia je Duch Prawdy. Czyż nie jest to więc spełnienie zapowiedzi Jezusa o tym, że Duch Święty, którego Ojciec pośle przypomni nam wszystko?

Tak naprawdę w Ewangeliach zawarte jest niewiele słów Jezusa, jednak to, co On powiedział i co zostało zapisane na kartach Ewangelii, przetrwało po dziś dzień i co najważniejsze nie straciło na swojej aktualności. Przepowiadanie Dobrej Nowiny stało się powszechną, ponadczasową i wciąż aktualną nauką. Nic co pochodzi od człowieka nie ma w sobie takiej trwałości i niezmienności, ponieważ są to cechy boskie. Czyż nie jest to zatem nauka pochodząca od Ducha Prawdy, którego obiecuje nam dziś w Ewangelii Jezus Chrystus?


br. Pio OFM


Jeśli spytalibyśmy jakiejkolwiek osoby wierzącej w Jezusa, „czy Go kocha?”, z pewnością odpowiedziałaby, że „tak, oczywiście, etc.” Ale czy tak byłoby faktycznie?! Otóż według dzisiejszego Słowa Pana, można to sprawdzić w bardzo banalny, acz nie zawsze oczywisty sposób: czy zachowuje naukę, przykazania Jezusa. Czy realnie słowo Chrystusa w nich trwa. I choć miłość, która kojarzy się z wolnością, zaufaniem, wsparciem, szczęściem, radością i pokojem jest łaską, to ciągnie za sobą także obowiązki, nierzadko trudne i wymagające. Sam św. Jan pisze w swoim liście, że kto mówi: „miłuję Boga, a przykazań Jego nie zachowuje, jest kłamcą” (por. 1J 4,20).

Wystarczy spojrzeć na sytuację z własnego podwórka: jaka byłaby „kochająca” matka, która nie dbałaby o swoje dziecko?! Jakim mężem byłby mężczyzna, który nie interesuje się swoją rodziną?! Jaka byłaby „miłość” dzieci do rodziców, jeśli by ich nie szanowali?! Deklaracja miłości musi wyrażać się nie tylko w słowach: „kocham Cię” lub podobnych, ale także, a może przede wszystkim, w czynach miłości.  Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii może także nasunąć się pokusa zbyt szybkiego dyspensowania się od zachowania nauki Jezusa lub zbyt łatwego usprawiedliwiania się. Wszak Chrystus zarzuca apostołom: „Gdybyście Mnie miłowali…”. Czy słowa Jezusa w trybie przypuszczającym oznaczają, że apostołowie – ci którzy byli najbliżej swojego Mistrza, nie kochają Go, nie przestrzegają Jego nauki?! Owszem, ich miłość zdaje się być zakochaniem lub uwielbieniem, a ich wiedza jest ograniczona. Jednakże należy pamiętać, że im Duch Święty – Nauczyciel jeszcze nie został dany, w przeciwieństwie do nas.


br. Szczepan OFM