XII Niedziela zwykła, rok C

W dzisiejszej Ewangelii wg św. Łukasza postawione jest uczniom przez Jezusa, ale również i każdemu z nas aktualne do końca świata, iście fundamentalne pytanie, które stale nam powinno w życiu towarzyszyć. Jezus pyta: „…za kogo Mnie uważacie?”.

     Oczywiście należy pamiętać, że Jego uczniowie nie musieli dwa tysiące lat temu znać tak dokładnej odpowiedzi na to pytanie jak my dzisiaj. Nie mieli oni wypracowanej doktryny, dogmatów, niezliczonych komentarzy do Pisma Świętego, opracowań teologicznych itd. Z drugiej jednak strony mieli inny przywilej, który jest nam niedostępny – widzieli na własne oczy Boga. Ale nie tylko widzieli. Oni przebywali w Jego towarzystwie, słuchali Jego słów, rozmawiali z Nim, mogli mu zadawać pytania i otrzymywali na nie odpowiedzi. Niebywała i niezasłużona łaska! Powstaje więc zasadnicze pytanie, kto miał  solidniejsze podstawy do właściwej odpowiedzi na to pytanie? Czy byli to ludzie, którzy spotykali Jezusa dwa tysiące lat temu, czy raczej my, teraz w XXI wieku?

     Wydaje się, że zarówno wtedy jak i dzisiaj można zarówno uwierzyć jak i nie uwierzyć, czy też nie chcieć uwierzyć w Chrystusa. Należy również odróżnić fakt rozpoznania w osobie Jezusa Mesjasza od kwestii zrozumienia Jego posłania, czyli de facto Jego autentycznego poznania. Mieszkańcy Palestyny w czasach Jezusa widzieli, że w Nim wypełniają się proroctwa. Widzieli jego cuda, słuchali tego jak przemawia z mocą. Podążały za Nim tłumy, a one nie idą za kimkolwiek, tak po prostu bez powodu. Jest to niemożliwe. I wielu uwierzyło, zarówno ubodzy mieszkańcy jak i przedstawiciele warstw wyższych, bo przecież nie wszyscy faryzeusze, czy saduceusze odrzucili Jezusa jako Mesjasza. A jednocześnie nawet Apostołowie, aż do czasu Zmartwychwstania nie byli w stanie zrozumieć Jego zbawczej misji.

     My dzisiaj wiemy, że wypełniły się zapowiadane w Starym Testamencie proroctwa dotyczące Mesjasza. Wiemy też na czym polegała Jego zbawcza misja. Ale czy potrafimy udzielić odpowiedzi na proste pytanie: „…za kogo Mnie uważacie?”. A jeżeli odpowiemy na to pytanie, to czy potrafimy wyjaśnić co mamy na myśli? Czy potrafimy przedstawić i wytłumaczyć prawdę o Bogu?

     Z fragmentu dzisiejszej Ewangelii płynie dla nas nauka, zadanie na całe życie. Musimy codziennie poznawać Boga. To poznawanie polega na mozolnym zdobywaniu wiedzy oraz cierpliwej modlitwie o łaskę zrozumienia bożych tajemnic. Tylko w ten sposób będziemy w stanie zrozumieć w jaki sposób możemy osiągnąć zbawienie, bo właściwie, a nie w wypaczony sposób poznamy prawdę o Bogu. Będziemy wtedy mogli aktualizować tę prawdę w naszym życiu.

     Jeżeli tego nie zrobimy to istnieje uzasadniona obawa, że wcześniej, czy później z naszej wiary nic nie zostanie. Albo ją w sposób widoczny dla wszystkich utracimy, albo będziemy przekonani, że ją mamy, ale z tego nic nie będzie wynikać, bo nie można autentycznie wierzyć w Boga jednocześnie nie wiedząc kim On naprawdę jest. Nie możemy więc pozwolić, aby na naszej drodze poznania Boga pojawiło się lenistwo duchowe, brak zaangażowania religijnego, albo co gorsze brak otwartości na Jego obecność.      Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo. „…Za kogo Mnie uważacie?” pyta Jezus. Jeśli uważamy Go za Mesjasza, za Boga, to czy może jednocześnie źle czynić? Czy możemy bezrefleksyjnie grzeszyć? Nie miejmy złudzeń. To nie słowa, ale czyny ukazują jak odpowiadamy na to pytanie. Niech na pytanie „…za kogo Mnie uważacie?” nie pada odpowiedź: za nikogo.


br. Justyn OCist