XXIII Niedziela zwykła, rok C

Ciężar jaki człowieka przyciąga ku ziemi to jego śmiertelne ciało. Ono zdaje się przygniatać duszę, nasz ziemski namiot, postawiony by człowiek mógł istnieć. Jednocześnie jednak pełni on też funkcję ograniczającą. Sprawia ona, że jesteśmy niejako oddzieleni od innych namiotów, innych ludzi, co czyni każdego z nas zupełnie wyjątkowym, niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju. Nie trudno domyślić się że namiotem tym jest nie tyle samo nasze ciało, co cały człowiek, pojmowany integralnie jako stworzenie cielesno- duchowe. W kontekście namiotów nasuwa się inna perykopa Ewangelii, ta która mówi o Przemienieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa na Górze Tabor. Tam Piotr widząc Światło przemienionego Chrystusa mówi, „dobrze nam tu być, postawmy trzy namioty jeden dla Ciebie, jeden dla Eliasza jeden dla Mojżesza”. Chce zatrzymać tą sytuację, widzi Chwałę Boga, czuje że do tego jest stworzony, on pragnie tej Chwały, by przeniknęła jego serce. Połączmy tą sytuację z dzisiejszą Ewangelią. Pan nasz Jezus Chrystus mówi nam dzisiaj; „Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Dlaczego tak mówi? Gdyż człowiek nie ma w swojej mocy zachowania w swoim namiocie niczego. Jedyną opcją jaka go czeka jest wypełnienie namiotu Bogiem, a można uczynić to tylko stając się uczniem Jezusa Chrystusa. Próbujemy wypełnić nasz namiot wszystkim co jest nam bliskie, osobami rzeczami, sytuacjami, wspomnieniami, a nic z tych rzeczy nie należy do nas. Wczoraj nie należy do mnie, jutro niepewne, tylko dziś, tylko teraz, tylko ta chwila wybijana rytmem serca; teraz… teraz, teraz…teraz…teraz, teraz. To przez to wypełnianie namiotów nie starcza nam tych wydatków na ukończenie wieży z przypowieści. Namiot który otrzymaliśmy rozrywa się, a raczej ta nieuporządkowana miłość własna, zwana egoizmem rozrywa go na strzępy. Człowiek przestaje być wówczas zdolnym; „Zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. Krzyżem który musimy nieść jest nasza egzystencjalna samotność, tylko „ja”. Wizja przerażająca prawda? „Ja” i tylko „ja”. W perspektywie chrześcijańskiej ta przerażająca prawda rozświetlona zostaje jednak przez Światło, to które nie ma początku, istniejące w Bogu, a które objawia się po raz pierwszy w Wydarzeniu na Górze Tabor. Światło które zdaje się mówić w sercu „jeśli chcesz”, ten prosty warunek pragnienia serca. Jeżeli więc faktycznie zechcesz i zapragniesz to wówczas obok Twojego „ja” pojawi się drugie „Ty”. „Ty” Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela naszego. Które wypełnia egzystencjalną ludzką samotność, zdolne przeprowadzić człowieka przez to co niepokonalne, wojnę z dziesięcioma tysiącami przeciwko dwudziestu tysiącom tzn. przez Śmierć.


br. Radosław OFM